Lubelskie święto tańca
1 maja 2008
Przez szybę wejściowego holu Centrum Kultury widzę małą dziewczynkę, która z radością i dumą demonstruje mamie po kolei wszystkie figury taneczne, jakich się właśnie dzisiaj nauczyła. Jest dziewiąta wieczorem, 29 kwietnia, trwa lubelska odsłona Międzynarodowego Dnia Tańca.

Jeśli obchody tego rodzaju mają jeszcze żywy sens, to właśnie dzięki takim drobnym, pełnym radości, i dlatego istotnym zdarzeniom. Święto tańca zorganizował w Centrum Kultury Lubelski Teatr Tańca. Propozycje popołudnia i wieczoru wypełnionego tańcem zaskakiwały skrajną wprost różnorodnością, co odzwierciedla panujący w tej gałęzi sztuki pluralizm estetyk i inspiracji, o wiele większy niż na przykład w "tradycyjnym" teatrze. Środowisko artystów i pedagogów zaprezentowało swoją pracę w popołudniowym bloku "Młody Taniec". Wystąpiły tu znane lubelskie "firmy", trudniące się taneczną edukacją: Zespół Taneczny Rytm, Społeczne Ognisko Baletowe i Teatr Tańca "ES" oraz Grupa Taneczna "Galatea" z Nałęczowa i Grupa "Allegro" z Chełma. Obok nich dwie etiudy zaprezentowały młode tancerki, w większości związane z Grupą Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej: Katarzyna Żminkowska i Ewelina Drzał ("Cień anioła") i Justyna Konstańczuk ("Roll Out_step 2"). Już sam program pokazu "Młodego Tańca" pokazywał, jak szeroka jest panorama tanecznych stylistyk, z jak wielu szkół można czerpać warsztatowe umiejętności.

W charakterze głównej atrakcji wystąpił zespół szwajcarskiego choreografa Gillesa Jobina, odbywający właśnie swoje polskie tournee. Spektakl "Ryzykowna mowa" ("Text To Speech") w wykonaniu Cie Gilles Jobin najkrócej można określić taneczną manifestacją sztuki krytycznej, w ostatnich latach rozpowszechnionej zwłaszcza w dziedzinie sztuk wizualnych. Zaproszenie gwiazdy światowego rynku teatru tańca z postdramatycznym, radykalnie nowoczesnym widowiskiem świadczy z pewnością o bezkompromisowości organizatorów w ich chęci przyswajania panujących tutaj trendów. Spektaklowi Jobina trudno odmówić jednego: ostrości przekazu, tej pełnej frustracji diagnozie społeczeństwa informatycznego. Szwajcar oparł widowisko na jednym ironicznym zabiegu - beznamiętny kobiecy głos komputerowego translatora opowiada ironiczną political fiction, o protestanckiej fundamentalistycznej rewolucji i amerykańskiej interwencji w Szwajcarii. Ten gorzki żart, polegający na obnażeniu absurdów ideologii poprzez nieoczekiwaną zamianę bohaterów aż nazbyt znanej opowieści z pierwszych stron gazet, zderzony został z serią chaotycznie przenikających się obrazów. Zburzona, rozsypana struktura wydarzeń jest tak samo nieciągła jak internetowy surfing, któremu z zapamiętaniem oddają się wszyscy wykonawcy tego spektaklu-performance'u. Jest on, niczym internet, rodzajem śmietnika, gromadzącego bez żadnej selekcji dokładnie wszystkie ludzkie zachowania. Kilka sekwencji z "Ryzykownej mowy" przywodziło na myśl kadry znane skądinąd: nagie, skurczone męskie ciało przypomina fotografie amerykańskich żołnierzy z Abu Graib, odczłowieczona, najeżona szpikulcami kobieca postać mogła tu trafić z jednej z gier komputerowych, a człowiek kopiący oponę - z telewizyjnego newsa o ulicznych protestach. Mam jednak z tego typu teatrem zasadniczy problem. Otóż zawiera on wprost zabójczą dawkę ideologii, która zmienia widowisko w jakiś suchy ekwiwalent jednej z alterglobalistycznych książek. Estetyka natomiast wycięta została w całości, metodycznie i skutecznie. Wystarczy powiedzieć, że żaden z sześciu wykonawców spektaklu tanecznego nie zatańczył ani jednego dłuższego układu choreograficznego!

Atmosfera święta, nieco zakłócona przez rekonstrukcyjne zapędy Jobina, powróciła w dalszej części wieczoru. Po "Kinie Tańca" (czyli projekcjach spektakli tanecznych) w klubie D. U. P. A. odbyło się, pierwszy raz w Lublinie, taneczne jam sessions. Otwarci na niespodzianki tancerze mieli okazję spróbować swoich sił w improwizowanym występie do muzyki granej przez DJ-kę. Powodzenie tego eksperymentu skłania organizatorów do jego rychłego powtórzenia, być może nawet w rytmie cyklicznym.


Grzegorz Kondrasiuk
Gazeta Wyborcza Lublin
2008-05-01