Miejska przestrzeń publiczna Lublina nie zalicza się do miejsc szczególnie nasyconych sztuką. W tej pustce tym mocniej rozbrzmiewają organizowane od czasu do czasu otwarte dla wszystkich wydarzenia. Każde z nich w nieco inny sposób rozbija monotonię codzienności. W tej dywersji wobec szarości i bylejakości ważną rolę do odegrania ma teatr we wszystkich jego odmianach.
Trzeba przyznać, że wypuszczony z elitarnej, snobistycznej i bezpiecznej sali w pełną niespodzianek przestrzeń miasta, potrafi sprostać temu niełatwemu zadaniu. W dodatku uparcie trwa przy swojej nieco utopijnej misji, przypominając o emocjach, kolorach i wartościach.
W tym roku sezon teatralnych prezentacji otwartych zainaugurowało Wiosenne Forum Tańca Współczesnego. W niedzielę i poniedziałek w Muszli Koncertowej w Parku Saskim wystąpiły teatry tańca z Kanady i Francji. Ich propozycje nie należały do najłatwiejszych, duża doza czystego, abstrakcyjnego tańca zmuszała publiczność do skupionego odbioru. Jeśli popatrzymy na prezentacje z perspektywy "szarego", nienawykłego do ekstrawagancji widza, to zdecydowanie większym wyzwaniem był niedzielny występ młodych kanadyjskich tancerek z Surge Dance Company, zespołu polsko-kanadyjskiego duetu choreografów - Wojciecha Mochnieja i Melissy Monteros. Tematem czterech, płynnie bez pauz zagranych ediud ("Surge", "Statick", "Absurdity" i "Juncture"), był, jak się wydaje... sam taniec, nieobciążony treścią intelektualną czy nadbudowanymi ideami. Kombinacyjna, oparta na powtórzeniach technika komponowania ruchu, ma w sobie niełatwy do wychwycenia urok. Najbardziej wyczuwalny był on w delikatnej etiudzie z wykorzystaniem muzyki Philipa Glassa, wytańczonej na tle wysmakowanych projekcji.
W poniedziałek w Muszli Koncertowej wystąpiła francuska grupa Melting Spot. Ich "Eksodos" (tytuł pochodzi od piosenki Boba Marleya) to widowisko mocno zahaczające o rzeczywistość, z licznymi odniesieniami do trudnej sytuacji społecznej afrykańskich emigrantów. Melting Spot jest przykładem nieznanego w Polsce zjawiska działalności społecznej teatrów tańca, w której do sztuki wysokiej przenika język niezależnej sztuki subkultur i gett, takich jak uprawiany na ulicy breakdance. Sięgnięcie do tej spontanicznej, ale i kosmopolitycznej kultury ma przełamać bariery społeczne czy językowe. Grupa nie ogranicza się tylko do działalności artystycznej, a swoje spektakle pokazuje także w Afryce i dla ludzi, o których realnych problemach opowiada. Choreografia Farida Berki'ego czerpie inspiracje właśnie z ulicznych doświadczeń tancerzy (Yiphun Chiem, Amala Dianor, Gérard Gourdot, Johnny Matinage Mani Mungal), przetwarza sytuacje, z którymi mają do czynienia na co dzień. Konieczność zachowywania nieustannej czujności, przemoc, pogardliwe traktowanie odzwierciedlają się w tańcu nerwowym, pełnym uników, padów, obrotów. Niezwykła lekkość tego stylu tańca z elementami hip-hopu, jazzu, tańca afrykańskiego i kambodżańskiego w zderzeniu ponurymi tematami składa się na mocne wrażenie. Napięcie sięga wysoko w symbolicznej, odtańczonej niemal na wesoło i z uniknięciem dosłowności scenie zbiorowego gwałtu. Choć artyści potrafią wiele, błyskają co jakiś czas akrobatyczną zwinnością, to mało jest tu popisów breakdance'owej techniki. Chodzi tutaj przecież o coś więcej, o czym raz po raz przypominają dokumentalne filmiki z opowieściami uchodźców i sceny kojarzące się komisariatami czy przesłuchaniami na posterunkach straży granicznej.
Lubelskie Forum zakończyło się dobitnym akcentem, a francuscy niezależni artyści jadą dalej w Polskę. Występować będą w teatralnych salach (m.in. w kultowym warszawskim TR), wzbogacając galerię wielkomiejskich smaczków i snobistycznych osobliwości.
Grzegorz Kondrasiuk
Gazeta Wyborcza Lublin
2008-05-23














Drukuj