Pamiątkowa tablica na budynku przy Krakowskim Przedmieściu gdzie mieszkał Strug
Pamiątkowa tablica na budynku przy Krakowskim Przedmieściu gdzie mieszkał Strug
Andrzej Strug - pisarz zapomniany czy niechciany?
14 grudnia 2007
9 grudnia 2007 roku minęła siedemdziesiąta rocznica śmierci Andrzeja Struga. Minęła bez echa, bez jakiejkolwiek, nawet najmniejszej notki okolicznościowej, nie mówiąc już o wspomnieniowej audycji w radiu czy telewizji.

Niesamowite jest jak rodacy, a zwłaszcza lublinianie, pozostawili w mrokach ciszy i zapomnienia jednego ze swoich najbardziej słynnych pisarzy pierwszej połowy XX wieku.

Czyżby nad nazwiskiem Struga ciążyło jakieś fatum? Czy chodzi o jego wierność przez całe życie ideałowi socjalizmu, pojęcia tak skompromitowanego przez doświadczenie PRL-u? Ale przecież socjalizm Struga, o który walczy on już w czasach zaborów, a potem rozwijać będzie w Drugiej Rzeczypospolitej, nie ma nic wspólnego z karykaturą tego słowa, jaką zaproponowali propagatorzy PKWN-u. Czy chodzi więc może o przynależność pisarza do polskiej masonerii? Był on przecież w 1920 roku członkiem założycielem Wielkiej Loży Narodowej Polskiej i dość długo pełnił w niej wiele ważnych funkcji. Czy fakt bycia wolnomularzem (a wątki masońskie z pewnością można odczytać w kilku jego utworach) miałby więc ciągle jeszcze źle się kojarzyć i podejrzanie pachnieć, a co gorsza przekreślić pamięć o życiu i dziele tego jakże ciekawego człowieka i pisarza? Tak naprawdę, gdyby przyjąć taką logikę myślenia (jako żywo przypominającą peerelowską chęć interpretowania życiorysów ludzi pióra kosztem wartości ich dzieł), lista proskrypcyjna polskich pisarzy i luminarzy życia intelektualnego byłaby dość długa, poczynając, już w epoce Oświecenia, od Wojciecha Bogusławskiego, Kajetana Koźmiana, Juliana Ursyna Niemcewicza, Aleksandra Fredry, czy też obu polskich monarchów, Stanisława Leszczyńskiego i Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Trzy lubelskie miejsca

Ale wróćmy do Struga. Jeśli na początku tego tekstu wspomniałem o lublinianach, to oczywiście dlatego, że to przecież w naszym mieście Andrzej Strug, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Tadeusz Gałecki, urodził się 28 listopada 1871 roku w domu przy Krakowskim Przedmieściu 38 (co upamiętnia umocowana na fasadzie domu od strony "deptaka" dość skromna treściowo, a silnie ideologizująca tablica pamiątkowa, ufundowana jeszcze w czasach PRL-u). Nie chcąc tutaj przypominać wszystkich szczegółów tego jakże bogatego życia, skupię się na tym, co wydaje mi się najważniejsze, a zarazem najciekawsze (choć nietrudno tu oczywiście o subiektywizm). Dość wcześnie, bo już w 1880 roku, Strug zamieszkał w nabytym przez ojca, lubelskiego kupca o szlacheckich korzeniach, niewielkim majątku w Konstantynowie pod Lublinem, czyli na terenach dzisiejszej "Poczekajki". Znajdujący się obecnie na terenie KUL zabytkowy dworek, to kolejne widoczne miejsce obecności pisarza w naszym mieście, o czym niestety mało kto już pamięta. Miejsce to szczególnie jest ważne w jego biografii, gdyż Tadeusz Gałecki wymyśli swój artystyczny pseudonim Andrzeja Struga biorąc go po prostu od imienia i nazwiska starego woźnicy zatrudnionego w ojcowskim majątku. Od 1883 roku Strug rozpoczął swoją edukację w gubernialnym gimnazjum w Lublinie, przy ulicy Namiestnikowskiej, obecnie Narutowicza (przez tę szkołę przeszli także Bolesław Prus czy Aleksander Świętochowski). Zostaje członkiem tajnego kółka samokształceniowego, którego celem było czytanie przez uczniów zakazanych dzieł i nielegalne "uzupełnianie" swojej formacji intelektualnej. To już trzecie lubelskie miejsce splecione z biografią pisarza.

Zamek, Cytadela i zesłanie

W 1893 roku Strug kontynuuje swoją edukację zapisując się do Instytutu Rolniczo-Leśnego w Puławach. Wtedy też, w 1895 roku, miało miejsce jego pierwsze aresztowanie przez władze carskie za udział w tajnym Kole Oświaty Ludowej utworzonym przez kilku studentów puławskiego instytutu. Po tygodniowym pobycie w więzieniu na lubelskim Zamku (czwarte, ważne lubelskie miejsce związane ze Strugiem), Tadeusz Gałecki przeniesiony zostaje do słynnego X pawilonu warszawskiej Cytadeli, następnie zesłany w 1897 roku do guberni archangielskiej. Po powrocie do Warszawy kontynuuje niepodległościową działalność w tajnych kółkach robotniczych. W 1901 roku podejmuje studia na wydziale filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli przenosi się do Galicji. Wtedy też rozpoczął swoje życie literackie debiutując w 1902 roku znakomitym studium krytycznym o Stefanie Żeromskim. W czasie rewolucji 1905 roku Strug wraca do Królestwa, współpracuje z tajną „Gazetą Ludową”, pracuje też dla „Robotnika Wiejskiego”. Jest aktywnym członkiem PPS, przybiera konspiracyjny pseudonim towarzysz August, czasami też używa innego: Kudłaty (to z pewnością ze względu na jego bujne włosy, które takimi pozostaną aż do jego śmierci). W 1907 roku zostaje ponownie aresztowany i skazany na zsyłkę do Wiatki. Ostatecznie karę tę władze carskie zamieniły mu na przymusowe opuszczenie terenów Królestwa. Strug kieruje swe emigracyjne kroki do Paryża, gdzie aż do wybuchu I wojny światowej będzie zajmował się głównie twórczością krytyczną i literacką.

Ułan, minister, senator

W 1912 roku przystępuje do organizowanego przez Józefa Piłsudskiego Związku Walki Czynnej, a po powrocie do kraju zgłasza się na ochotnika, 11 sierpnia 1914 roku, do formujących się właśnie Legionów Polskich. Jako ułan Beliny-Prażmowskiego bierze udział w walkach przeciw wojskom rosyjskim, a w lipcu 1915 roku wkracza pod dowództwem przyszłego generała Grzmota-Skotnickiego do wolnego Lublina. Ze względu na stan zdrowia opuszcza w 1916 roku czynną służbę legionową, działa jednak nadal na rzecz wolnej Polski, tym razem w tajnej POW w Warszawie. W 1918 roku przybywa ponownie do Lublina, tym razem, aby 7 listopada objąć tekę wiceministra kultury w tworzącym się Tymczasowym Rządzie Ludowym Ignacego Daszyńskiego (siedziba tego rządu w Pałacu Radziwiłłowskim jest piątym elementem na lubelskiej mapie miejsc związanych ze Strugiem). Za służbę w Legionach, POW i swą działalność niepodległościową otrzymuje po wojnie Krzyż Virtuti Militari 5 klasy, Krzyż Walecznych i Krzyż Niepodległości. W wolnej Polsce Strug staje się aktywnym działaczem społecznym i politycznym, wiernym swej PPS-owskiej tradycji. Działa w TUR, jest prezesem Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela, dwukrotnie też warszawskiego oddziału Zawodowego Związku Literatów Polskich. W latach 1928-30 był senatorem Rzeczypospolitej wybranym z listy PPS. Jest coraz bardziej krytyczny do politycznej rzeczywistości Polski lat trzydziestych i rządzącego obozu, czego ostentacyjnym wyrazem było odmówienie przez niego w 1933 roku przyjęcia godności członka Polskiej Akademii Literatury. Jego pogrzeb w Warszawie w 1937 roku zgromadził prawdziwe tłumy ludzi, wśród których licznie przebijały czerwone sztandary PPS-u, choć i nie zabrakło też oficjalnych delegacji rządowych i parlamentarnych.

Triumfalny wjazd do Lublina

Nie sposób jest przedstawić tutaj literacką sylwetkę Struga i przytoczyć tytuły jego najważniejszych utworów. Powiedzmy tylko, że na jego twórczość składają się bardzo różnorodne w swym charakterze dzieła. Członek PEN-Clubu i Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, Strug znany jest jako autor utworów, głównie powieści, przypominających lata walki Polaków o niepodległość (Ojcowie nasi), roboty konspiracyjnej (Ludzie podziemni), Legionów (wspomnieniowa Odznaka za wierną służbę), ale także dzieł późniejszych odnoszących się do świata współczesnego, krytykujących zło wojny (Żółty krzyż), deprawacje i wynaturzenia kapitalizmu (Miliardy), wady i przywary polskiego społeczeństwa (Zakopanoptikon), warszawskiego półświatka, choć nie tylko jego (sensacyjna Fortuna kasjera Śpiewankiewicza). Niesłychana wręcz plastyczność obrazów, bogactwo wątków, wartkość akcji, a także znakomite opisy różnorodnych stanów ludzkiej psychiki pozwalają nam zrozumieć, że Strug mógł być także przed wojną autorem wielu scenariuszy filmowych (Mogiła nieznanego żołnierza, scenariusz napisany na podstawie swej własnej powieści o tym samym tytule). To dzięki niezapomnianemu filmowi Agnieszki Holland, Gorączka, zrealizowanym w 1980 roku na podstawie Strugowskich Dziejów jednego pocisku, możemy uzmysłowić sobie, jak bardzo jego proza stanowi aż do dzisiaj znakomity wręcz materiał filmowy (a czytając samą powieść możemy też zauważyć, w jak dużym stopniu Strug zawarł w niej swoje wspomnienia z lat szkolnych z lubelskiego gimnazjum, podobnie jak zrobił to też i w innym swoim utworze - Pokoleniu Marka Świdy).

Jakże również filmową jest opisywana przez niego radosna scena wjazdu polskich legionistów Byliny do Lublina 30 lipca 1915 roku. W przeciwieństwie do zamykanych ostentacyjnie przed legionistami Piłsudskiego okiennic domów kieleckich mieszczan w sierpniu 1914 roku, lublinianie zgotowali rok później polskim żołnierzom entuzjastyczne wręcz powitanie. I niech przytoczony tutaj na koniec fragment wspomnień Struga temu poświęcony (pochodzący ze wspomnianej wyżej Odznaki za wierną służbę) skłoni nas wszystkich do refleksji i odpowiedzi na pytanie, jak to się stało i - niestety - dzieje nadal, że kiedyś Lublin tak gorąco witał pisarza w swoich progach, a dziś zapomniał kompletnie, podobnie jak cała wręcz Polska, nie tylko o jego życiu i twórczości, ale też o jego długoletniej obecności w naszym mieście. Zwłaszcza, że za te piękne słowa o naszych przodkach z Lublina winniśmy chyba po latach Strugowi po prostu naszą wdzięczność:

"Lublin, 28 sierpnia 15. Po raz pierwszy od początku tej wojny czuje człowiek, że jest w Polsce i że dla niej łba nadstawia, a nie dla najszlachetniejszego przywidzenia. Niech żyje ziemia lubelska! Gdybyż ci sami lublinianie wiedzieli, co my za wdzięczność czujemy dla nich za ich serdeczne powitanie i przyjęcie!

Nasz szwadron pierwszy ze wszystkich wojsk zajął Lublin. Komenda austriacka surowo zakazała brygadzie dyrygować się na Lublin, a jak na złość wyznaczyła nam odcinek, który mijał to drogie miasto o niecałe dziesięć wiorst na zachód. Ale wczoraj Grzmot samowolnie porwał nasz szwadron i rypnął się na łeb na szyję ku Lublinowi. Nikomu się nie opowiadał i dobrze zrobił. Przed południem dopadliśmy rogatek i po nieznacznej strzelaninie utorowaliśmy sobie drogę. Rozsypaliśmy się po mieście - nie ma Moskali, nie ma Austriaków, sami jesteśmy! Aż tu od razu, jakby zawczasu przygotowane, wyległy ogromne tłumy. Przed magistratem i przed cudną, starą Bramą Krakowską oblegli nas rozentuzjazmowani patrioci. Mowy, okrzyki, uściski, kwiaty, papierosy, wino, kiełbasa, mnóstwo ciastek, owoce - nie było nawet gdzie tego wszystkiego podziać. Mnóstwo cudnych panien, biało ubranych jak na święto, starzy i młodzi, wszyscy w radości i uniesieniu! My zaś zgłupieliśmy zupełnie, bo w tej Polsce przywykliśmy do obojętności i do zniewag, ale do żadnych serdeczności! Toteż dygotali z przejęcia nawet najgłupsi ze szwadronu. Wiwat Lublin! Nareszcie coś się przełamało na lepsze. Wszyscy jesteśmy jak pijani, jakbyśmy wjechali w jakieś strony niepojęte, gdzie jest wszystko insze i cudowne".

P.S. Bardzo dziękuję moim przyjaciołom, Maciejowi Abramowiczowi i Piotrowi Rudzińskiemu, że w czasie naszej wspólnej podróży z Warszawy do Lublina i cudownej z nimi rozmowy zachęcili mnie do napisania tego tekstu.

Prof. Paweł Matyaszewski

Autor jest dyrektorem Instytutu Filologii Romańskiej KUL

(Śródtytuły pochodzą od redakcji)

Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin